Translate

piątek, 25 kwietnia 2014

Zaczynamy letni sezon. Przeróbka jeansów na szorty z dodatkiem!

Czeeeść! Obiecałam, więc jestem. Długo zastanawiałam się co by tu dla Was przygotować. W środę wzięłam się za przeróbkę pięknej czerwonej marynarki, którą udało mi się upolować w lumpeksie. Pracę musiałam rozłożyć na 2 dni po jakieś 5h szycia, cała w nerwach, a i tak niestety przeróbka się nie udała, więc wczoraj od razu po ochłonięciu po nieudanym szyciu przeszukałam wszystkie swoje kartony z lumpeksowymi ubraniami, własną szafę żeby tylko coś znaleźć do zmodyfikowania. No i znalazłam- stare jeansy, już kiedyś zwężane przeze mnie, ale także kawałek materiału w paski, więc pomyślałam że co mi szkodzi. Wzięłam się do roboty i po 2h wyszło mi coś takiego:

Standardowo na początek "przed i po" :)





Co sądzicie o takim połączeniu?
Musze przyznać, że mi się  podoba i wykonanie nawet niezłe.. :D

Lato w sumie tuż tuż, wakacje podobnie, więc oficjalnie sezon letni na moim blogu uważam za otwarty, znów będą szorty, spódniczki itd. a może i wreszcie coś z sukienek. Więcej nie zdradzam, czekajcie na następne wpisy!

Trzymajcie się!

piątek, 11 kwietnia 2014

Fotorelacja po Londynie!

Kochani! Wróciłam po troszkę dłuższej przerwie blogowania. Mam nadzieję, że będę miała teraz więcej czasu żeby częściej tu wpadać, bo przyznam zapomniałam już ile radości i satysfakcji dawało mi szycie, przeróbki i pisanie na blogu. Trzeba coś z tym zrobić. Dzisiaj jeszcze bez przeróbki, ale już mam plany co do następnego postu, więc pozostaje tylko czekać. Tak jak pisałam na facebooku 2 kwietnia wyjeżdżałam do Londynu na warsztaty językowe i zrobiłam w sumie jakieś 300 zdjęć, więc musiałam wybrać te, które najbardziej pokazują to co w Londynie najważniejsze.
Od czego tu zacząć? Pierwszy dzień był baaaardzo męczący, a dlaczego? Jechaliśmy jakieś 26/28h ponieważ akurat jak mieliśmy jechać promem był strajk. Takie szczęście tylko u nas.


Czekanie 5h w autokarze to nic przyjemnego, ale czego się nie zrobi żeby być w Londynie ;)

Następnie zapadła decyzja żeby pojechać tunelem, troszkę jazdy i byliśmy na miejscu.

Każdy autokar wjeżdżał do takiego "pudełka" i tak zamknięci jechaliśmy jakieś 35 minut.
Ciśnienie dawało się we znaki, ale daliśmy radę.

I po jakiejś godzinie, no może troszkę więcej byliśmy w Londynie.




Pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy- Tower od London
Nie będę się rozpisywać, z tego dnia pamiętam jedno- zmęczenie, ale pomimo tego strasznie się cieszyłam, że jestem już w Anglii.




Zaraz później jechaliśmy do rodzin. Pierwszy dzień zaraz po przyjeździe był średnio udany, ale z dnia na dzień było coraz lepiej i w ostatnim dniu było szkoda się z nimi pożegnać, szczególnie z dziećmi naszych "angielskich rodziców".

Drugi dzień przywitaliśmy optymistycznie, byliśmy w cudnym parku. Aż trudno uwierzyć ile w Londynie, który wygląda na bardzo zatłoczony (w centrum to jest jakiś koszmar), jest miejsc, gdzie można pobiegać, poczytać, posiedzieć. Widok ćwiczących ludzi, siedzących na trawie i czytających to w Londynie codzienność.



Duuuuużo kwiatów!





Zwierzęta są bardzo przyzwyczajone do ludzi i takie oto można spotkać naprawdę na każdym kroku.


 Uśmiech musiał być, w końcu to Londyn!

Następnym miejscem było Natural History Museum


Było tam wszystko co związane z nauką, Ziemią, no wszystko!


Wnętrze niczym z Harrego Pottera! 



Na mapie widać, że obszar do zwiedzania był olbrzymi i działo się tam tyle rzeczy, że ciężko by mi było wszystko tutaj opisać.



Kolejnym miejscem było Madame Tussauds. Chyba większość wie dlaczego musieliśmy odwiedzić to miejsce.

 Tak, woskowe postaci, jak żywe! 
Oczywiście zdjęcie z tą osobistością obowiązkowo być musiało.

 Każdy mógł wybrać się również do kina 5D, gdzie było duuużo atrakcji m.in. pryskanie wodą prosto w twarz widza.
Jednak była jedna rzecz, na którą równie ochoczo dużo osób czekało- dom strachów. Straszyli żywi ludzie, biegając wokół wystraszonych i krzyczących ludzi. hahahahha było zabawnie.

Po tych wszystkich emocjach czas był na mały relaks.


Coś na co długo czekałam London Eye. Można powiedzieć jeden z symboli Londynu.


Marchewki na drzewach, przecież to takie normalne :D



Widoki- coś wspaniałego, wszystko jak na dłoni.




Cała podróż w takiej kapsule trwa jakieś 35 minut.



Po wyjściu była malutka chwilka na wejście do pobliskiego sklepu. Drogo, no ale to było do przewidzenia.


Koniec dnia, bardzo udany.


Następny dzień, odwiedziliśmy Oxford.






Uczelnie, 18746387246 uczelni.


Później nadeszło to na co czekały chyba wszystkie dziewczyny! Primark! TAK! Sklep marzenie, na dodatek Polka przy kasie, czego chcieć więcej haha


Zakupy udane!


Ostatniego dnia Londyn przywitał nas bardzo wietrznie i deszczowo.





I jedziemy dalej...



Zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie.




Wszędzie pamiątki, wszędzie!


Zdjęcie w biegu, pod Big Benem pomimo deszczu i strasznego wiatru być musiało!



Budki telefoniczne, czyli kolejny symbol Londynu.


A tutaj mamy mieszkanie premiera, dużo widać hah.



Niemałą atrakcją była zmiana warty, zresztą nie dziwię się ani trochę, bardzo ciekawie to wszystko wyglądało.


Były kolejne parki z kolejnymi kwiatami. Każdy kto przechodził obok nich od razu czuł ich zapach, jednak dla alergików- nie polecam hah


 Panowie na warcie i zagadka życia, czy oni widzą coś przez te czapki?


Pałac Buckingham


Kolejnym miejscem była Galeria Narodowa i czekanie 45 minut by zobaczyć "Słoneczniki" Vincenta van Gogha.


Ostatnim miejscem było Greenwich, czyli miejsce gdzie przechodzi południk 0.


Tym miejscem pożegnaliśmy Londyn.
Po nocy w autokarze o godzinie 11 byliśmy w Niemczech w Heide Parku, gdzie do samego zamknięcia spędzaliśmy czas.





Niewątpliwie największą atrakcją, na którą ja czekałam był chyba największy rollercoaster
(zdjęcie z Wikipedii, z braku sił i czasu nie mogłam zrobić własnych :))

Zjeżdżało się prawie pionowo, więc emocje były niesamowite haha.

I tym też sposobem po 2 godzinach skończyłam pisać chyba najdłuższą w historii tego bloga notkę, ale uwierzcie, że to co tutaj widzicie to nawet nie połowa tego co naprawdę się działo!